czwartek, 16 lutego 2017

Garnier Żel Micelarny 3w1 - KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM!!!!!

Z czułością i ogromną radością opowiem wam o nowym produkcie. Otóż dzięki Wizaż miałam możliwość sprawdzenia Żelu Micelarnego 3w1 Garniera. Przeznaczony jest do skóry normalnej i mieszanej. Co oferuje nam produkt? Usunięcie makijażu, oczyszczenie i mat . 


                                                                          Testuję : 


Jeżeli chodzi o ten produkt, to muszę wam powiedzieć, że najzwyczajniej w świecie go pokochałam! Dlaczego? Uprościł moje życie. Sprawił, że mam więcej czasu, odłożyłam w kąt waciki a pozbycie się makijażu zajmuje mi dosłownie 2 minuty. 2 minuty bez podrażnień, bez pieczenia, bez denerwowania się i bez stresu. No czego może więcej oczekiwać zabiegana matka? Przejdźmy teraz do konkretów. Żel micelarny Garniera 100% usuwa całkowicie makijaż, nawet ten najbardziej wodoodporny. Jest delikatny przy tym dla mojej skóry i zostawia bardzo przyjemne uczucie świeżości. Tak jak zapewnię producent jest bezzapachowy. Swoją drogą Garnier powinien jeszcze zapewnić i napisać na opakowaniu "zrewolucjonizuje twoje życie". Owszem nie jest idealny gdyż jednak lekkie uczucie ściągnięci i napięcia skóry odczuwałam. Jednak to w tym momencie jest dla mnie bardzo mało istotne, gdyż krem w chwilę poradził sobie z tym problemem. Na dużą pochwałę mogę dodać, że przez 2 tyg (używam go teraz codziennie a czasami i dwa razy dziennie) raz tylko zdarzyło mi się, że poszczypał w oczy. Po przeanalizowaniu jednak okazało się, że nie rozprowadziłam produktu z wodą a i tusz wprowadziłam do oka. Spłukałam duża ilością wody i więcej tak już się nie stało. 

                                                                     Mój wybawca: 
             

Słuchajcie a teraz coś jeszcze wam powiem. Nigdy, ale to nigdy nie używałam niczego innego do oczu jak specjalistyczne produkty. Od tych najtańszych do najdroższych. Starałam się je chronić a większość preparatów je podrażniała i często nie do końca usuwał się Eyeliner czy tusz do rzęs. Po użyciu żelu ( nakładam grubszą warstwę na rzęsy i zanim umyje twarz to rzęsy są czyste) rzęsy mniej wypadają, są w lepszej kondycji a i podrażnienie wokół oczu stało się mniejsze :) Plus również za to, że wracam z pracy i szybko zmywam makijaż by móc stworzyć nowy przed kolejnym wyjściem. Nie martwię się poprawkami. Dzięki temu moja skóra jest czysta, świeża i dużo odżyła.

Postanowiłam osuszyć twarz chusteczką by pokazać efekt usunięcia makijażu.





Jak widać chusteczka czysta, gdyż cały makijaż, łącznie z bardzo trwałym tyczem i eyelinerem spłyną z letnią wodą. Sądzę, że bardzo długo nic a nic nie będzie w stanie mu dorównać!
Ołł i bym zapomniałam, że jest jeszcze jeden wariant Żelu Micelarnego 3w1. Różowy do skóry wrażliwej.

POLECAM :D

Garnier Moisture + Aqua Bomb

I widzimy się ponownie. Tym razem do sprawdzenia przypadły mi dwa produkty Garnier. Omówię oba osobno, gdyż oba wywarły na mnie zupełnie inne wrażenie. Kto wytrwa do końca to zdjęcie mnie w masce w prezencie :D hahaha Uwielbiam naturalność. 

Na pierwszy ogień wybrałam:
Maskę Moisture + Aqua Bomb


Przeznaczona jest do skóry odwodnionej. W główny jej skład wchodzą : Ekstrakt z granatu, kwas hialuronowy oraz serum nawilżające. Jej zadaniem jest w ciągu 15 minut sprostać tygodniowemu nawilżeniu. I wszystko by było fajnie gdyby nie porada od samego Garnier by używać jej 3 razy w tygodniu. Ja strasznie nie lubię takich sprzeczności. Jeżeli coś w 15 min ma zastąpić tygodniowe nawilżenie to dlaczego lepiej używać go 3 razy w tym czasie? Może i się czepiam powiecie ale taka moja natura. Niestety nie pokochaliśmy się z tym produktem. Moja skóra odmówiła z nim współpracy. Zapchały mi się pory, skóra stała się tłusta! Nie nawilżona, ale tłusta :( Efekt pozytywny jednak i tak znalazłam. Po nałożeniu maski odczuwałam bardzo mocne zimno. Sprawiło to, że skóra stał się bardziej napięta a moje cudowne sińce pod oczami zmniejszyły się (jak po użyciu plastrów zimnego ogórka). Jednak jest to za mały efekt bym sięgnęła po nią ponownie. Dodam jeszcze, że są łącznie 3 warianty masek. Pozostałe dwa to : różowa do skóry suchej i wrażliwej ( ekstrakt z rumianku, kwas hialuronowy, serum nawilżające) oraz zielona do skóry normalnej i mieszanej ( ekstrakt z zielonej herbaty,  kwas hialuronowy oraz serum nawilżające). 

                                                                 Rodzaje masek : 


                                                                 Zawartość : 


Maska w całej okazałości : 


Jak zwykle wersja dla oszczędnych :) Dodam może jeszcze, że produkt jest na tyle nasączony, że po użyciu możemy nałożyć z powrotem drugą warstwę, porządnie złożyć i umieścić w opakowaniu. Zwijamy ładnie górę folii i choćby spinaczami zamykamy by ograniczyć dostęp powietrza i zawartość nie wyschła. Ponieważ nie dopasowałam się z maską, a chciałam sprawdzić, to spokojnie starczy na 6 użyć, a prawidłowo zabezpieczona nie wyschnie po otwarciu nawet przez miesiąc. Co kto lubi :) 

                                                                Sposób użycia : 



Pozdrawiam i jak obiecałam trochę śmiechu każdemu się przyda : 

                                                                     Ja w masce :D 


środa, 1 lutego 2017

Missha - Peeling - Crystal Salt Body Oil Scrub (Rose)

Opakowanie


Zawartość


W środku znajdziemy osobno olejek różany oraz sól himalajską. 


Z informacji podstawowych :
Produkt nie jest testowany na zwierzętach. Jego pojemność wynosi 500g. Zapach różany (długo utrzymuje się na skórze i w powietrzu. Pierwszą ciekawostką, która mnie miło zaskoczyła to fakt, że musimy połączyć produkty sami. Jak do tej pory nie spotkałam się z tego typu peelingiem. A tak wyglądają produkty z osobna: 

                                                                    Sól himalajska


Olejek różany: 


Tu powinnam wspomnieć, że mały chochlik zakradł się w instrukcję obsługi w wersji polskiej. Jest: " Otwórz pojemniczek z olejkiem. Wsyp do niego saszetkę z peelingiem. Za pomocą dołączonej szpatułki zamieszaj peeling z olejkiem. Na uprzednio oczyszczona skórę nałóż odpowiednią ilość produktu delikatnie masując. Spłucz ciepłą wodą". A powinno być : " Otwórz saszetkę z olejkiem i wlej do opakowanie z peelingiem." - reszta bez zmian. 

                                                                   Instrukcja



Wszystkie opakowanie stylistycznie są fajnie ze sobą powiązane. Naniesione hologramy są dodatkiem, który mi sprawił dużą przyjemność i niezłą zabawę.  

                                          Na przyciemnionym świetle ładniej widać hologram.



  Otwieramy więc olejek różany. Ma po bokach dwa nacięcia, aczkolwiek ja zawsze w takich sytuacjach korzystam z nożyczek . 


Po otworzeniu wydobył się bardzo silny a zarazem bardzo przyjemny zapach róż. Rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu. Poczułam wtedy nieodpartą pokusę by usiąść i delektować się zapachem. Teraz miałam gdzie gdyż mąż własnoręcznie przygotował mi siedzisko :) Może kiedyś wam pokaże jakiego mam zdolnego faceta w domu. Wracając do tematu. Połączyłam ze sobą produkty: 


Nałożyłam Peeling na dłonie. Drobniuteńkie drobinki soli i olejku je otuliły. Było to niezmiernie przyjemne uczucie a towarzyszący temu zapach róż koił moje zmysły. 



I tu bajeczny nastrój prysł gdyż okazało się, że mam zadrapaną dłoń i uczucie szczypania szybko postawiło mnie na nogi. Całe szczęście odrobina wody i przeszło. Mogłam oddawać się przyjemności dalej. 


Testując produkt przez dwa tygodnie odkryłam, że bije na głowę peelingi gruboziarniste. Peeling Missha sprawił, że każdy milimetr mojego ciała został delikatnie złuszczony a dzięki olejkowi natychmiast nawilżony. Wielkim zaskoczeniem i niespodzianką był wygląd skóry po skończonym zabiegu. Miałam wrażenie, że mam skórę jak jedwab. Czasami brakuje człowiekowi słów zachwytu i to właśnie był u mnie ten moment! Efekt utrzymywał się dość długo i tak samo było z zapachem pozostawionym na skórze. Skóra wyglądała tak jak muśnięta drobinkami słońca. Zdrowa, jedwabista a do tego promienna. Co mi jeszcze zaimponowało? Wystarczy bardzo niewielka ilość aby starczyła na całe ciało. Więc tu kłania się oszczędność produktu, czyli coś co jako argument na tak do mnie bardzo przemawia. 

Dodatkowo muszę wspomnieć, że wrastanie włosków po depilacji zmniejszyło mi się o 60 %. Dla mnie to wielki sukces, gdyż walczę z depilatorami szukając tego, z którego będę zadowolona więc odpada mi w dużej mierze walka z włoskami, które kochają mnie wyprowadzać z równowagi. Stąd też duża ilość peelingów, przez które przeszłam. Produkt nie wywoływał u mnie reakcji alergicznych nawet wtedy, kiedy go nadużywałam ( a było i tak). Sprawił, że mimo mrozów moja skóra stała się mniej napięta a i ciągle zostawała delikatna. 

Oszczędni coś dla was (jak i dla mnie): Gdy przelejemy cały olejek to puste opakowanie włóżmy pod strumień ciepłej wody. Przygotujemy sobie w ten sposób cudowną, relaksującą, aromatyczną i nawilżającą nasze ciało kąpiel! I kolejna niespodzianka : Nadmiar olejku, który został po wymieszaniu solą możemy zbierać na dołączoną do zestawu łyżeczkę i takie cuda wykonywać bardzo często :) Wystarczy odrobina do wody i mamy odprężającą kąpiel. 



Dodam ocenę punktową jako podsumowanie :) Maksymalnie 5 pkt :
Poprawa kolorytu skóry 5
Nawilżenie 5
Konsystencja 5
Zapach 5
Łatwość użycia 5
Skuteczność by włoski po depilacji nie wrastały 4.5
Wygładzenie skóry 5
Wydajność 5
Łatwość przechowywania 4
Czy kupię ponownie ? Z całą pewnością TAK !
To mój numer jeden ! 

Ogromne podziękowania dla SKIN GARDEN za możliwość testowania. 







środa, 4 stycznia 2017

Le Petit Marseillais - Seria Morska. Balsam do ciała, Krem do mycia, Żel do mycia.



Le Petit Marseillais - Linia Morska - Zapach? : Kojarzy mi się z urlopem :) Poważnie! Lekka bryza, algi, sól na skórze. Może brzmi dziwnie ale takie odniosłam wrażenie gdy pierwszy raz powąchałam te nuty zapachowe. Żałowałam jednego, że tak długo jeszcze do wakacji dzieci. Gdy pierwsza woń dotarła do moich nozdrzy uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że Lina Morska zostanie moją przyjaciółką w czasie gdy do urlopu tak jeszcze daleko. 


Jako złota #AmbasadorkaLPM mam możliwość jako jedna z pierwszych testować i poznawać nowości. Dzień przed świętami kurier dostarczył mi cudowną paczuszkę od Le Petit Marseillais. W skład jej wchodziły :

Balsam do ciała - odżywianie - bardzo sucha skóra: (Algi morskie i oligoelementy)



Balsam bardzo przyjemnie i szybko wchłania się w skórę. Zostawia lekką poświatę lecz jak dla mnie istotna sprawa to, że nie jest ona tłusta. Nie muszę się martwić ubrudzeniem ubrań a do tego kolejnym  nawilżaniem. Dlaczego? Skóra momentalnie wchłania balsam i widać ogromną różnicę w jej elastyczności. To już kolejny produkt z LPM, który zachowuje się jak dopasowany specjalnie dla mnie. Dość gęsta konsystencja pozwala nałożyć odpowiednią ilość produktu dzięki czemu jest on wydajniejszy. Czy rzeczywiście czuć komfort na skórze przez 24 h? TAK !

Pielęgnujący krem do mycia - nawilżanie: (Algi morskie i biała glinka)


Długo utrzymujący się zapach to już kwestia przyzwyczajenia. Tu jeszcze się nie zawiodłam i mam nadzieje, że się nie zawiodę. Co mnie zachwyciło w pielęgnującym kremie do mycia? Głównie jego delikatność. Jestem wielką fanką produktów, które się pienia aksamitnie. Gęsta i jedwabista pianka to coś co moja skóra uwielbia. Miękka, łagodna ale i przytulna konsystencja w sam raz spełnia moje zapotrzebowanie.  Mogę wtedy nie wychodzić z wanny i relaksować się godzinami. Skóra po produkcie zostaje nawilżona, pachnąca i bardzo gładka w dotyku. Jak krem do mycia to tylko na długie kąpiele :)

Ponieważ lubię nowości dodam jeszcze z mojej kolekcji:

Pielęgnujący żel do mycia - odświeżenie: (Algi morskie i minerały morskie)



Nie zawsze mam czas na długie relaksujące kąpiele. Wtedy do mojego życia wkraczają żele do mycia. Wiadomo każdy z nas ma jakieś swoje rytuały. Ja gdy już jestem zmuszana złamać mój to zostaje mi szybki poranny prysznic. (Dodam, że fanką szybkich porannych prysznicy to ja nie jestem). Co daje mi pielęgnujący żel do mycia z morskiej serii? Głównie odświeżenie, zastrzyk energii, przebudzenie a do tego kopa w cztery litery by zdążyć uszykować się do pracy. Żel w przeciwieństwie do kremu ma zupełnie inną konsystencję piany. Szybciej otula nasze ciało ale i szybciej się spłukuje.

Jestem kobietą wymagającą i od kosmetyków do pielęgnacji ciała wymagam tego co najlepsze. Dlatego często posiadam różne zapachy i różne konsystencje produktów. W zależności od samopoczucia, pogody czy nawet godziny pobudki sięgam po zapach, który do mnie "przemawia". Woń ta w końcu będzie mi towarzyszyć i pobudzać moje zmysły. Dlatego całą linię morską z dumą i zachwytem polecam kobietą śmiałym, zaradnym ale i trochę zwariowanym. Ba a nawet powiem coś więcej :) Drogie panie nie bójcie się pożyczyć żelu chłopakowi, mężowi czy narzeczonemu bo wbrew pozorom ten zapach też przypadnie im do gustu. ( Tak skarbie o  Tobie mowa :* )


Jak macie ochotę dowiedzieć się więcej zapraszam :
https://ambasadorkalpm.pl/
https://web.facebook.com/LePetitMarseillaisPolska/
www.lpm.pl

Konsystencja :)




poniedziałek, 19 grudnia 2016

Danonki w saszetce. #zlapDanonki



Tym razem udało nam się trafić na akcję związaną z Danonkami w saszetce. I oczywiście jak wszystko się wali kiedy już kończyłam pisać siadł mi twardy dysk. Straciłam wszystko co miałam. Ehhhh ale wpis już z zamontowanym nowym i pustym dyskiem postanowiłam zrobić i tak. Przepraszam za małą ilość zdjęć, lecz wszystko co miałam poszło... Teraz będę mądrzejsza.



Wróćmy jednak do Danonków. Moje dwa basałyki ( 3 i 8 lat), pokochali Danonki tak samo jak ja. Oni za smak a ja za możliwość zabrania ich wszędzie! Zajmują mało miejsca, nie muszę pakować do torebki nic więcej i dają rade 6 godz być bez lodówki. Z doświadczenia wiem, że każde nasze wyjście kończy się tym, że oboje zaraz wołają jeść, więc Danonki ładnie tu rozwiązały nam sprawę. Dodam, że są dostępne w dwóch smakach : waniliowym i truskawkowym. 




Poznajmy formułę Danonków :) :
- Mocne Kości - wzbogacone są o wapń i witaminę D. Zawierają 79% mleka. 
- Pozytywna opinia IMID 
- Wysoka jakość - czyli BEZ : konserwantów, sztucznych aromatów i barwników.

Nie mam osobiście większych zastrzeżeń. Dzieci szczęśliwe wysysały Danonki z tubki bawiąc się przy tym doskonale. Pochłaniały je migiem i z wielką radością. Dookoła było czysto więc spokojnie jadąc na wycieczkę nie muszę zwracać uwagi czy ubrudzą się jak jogurtami jedzonymi łyżeczką. Same pozytywny mogę wymieniać, ale sądzę, że mała negatywna rzecz też będzie istotna :) Cukier. Przyznam, że nie jesteśmy jacyś wielce zdrowo żywiący się. Jak już kiedyś pisałam, moim zdaniem wszystko jest dla ludzi. Z umiarem, ale z życia warto korzystać. Dlatego jak w małej ilości jesteśmy w stanie ten cukier przeżyć :) Jednak taka sugestia i prośba, że może pomyśleć nad zmniejszeniem ilości cukru w Danonkach :) 



Polecam spróbować, w szczególności jeżeli prowadzicie aktywny tryb życia i lubicie pozytywnie rozpieszczać swoje dzieci :D 

A na koniec mała ściąga jakie Danonki w saszetce możemy znaleźć :) Taka wersja, gdyż każda moja obfotografowana sztuka jak pisałam na wstępie... znikła ;/ 




poniedziałek, 12 grudnia 2016

PELAVO - tak cenne wzmocnienie


Tym razem chciałam opowiedzieć o kampanii Pelavo, która jak gwiazdka z nieba spadła nam akurat gdy przeziębienie u młodszego a choroba u starszego dopadły nas w tą cudowną pogodę. Kampania ambasadorska #PELAVO #MamMocWsobie #AkademiaNiechorowania od Streetcom. 


Co oferuje nam Pelavo? :

PELAVO MULTI 3+ i 6+ (w zależności od wieku) - Przeziębienie i grypa bądź Drogi Oddechowe.



Dostępne w dwóch wariantach - od zaczynającego się wieku podania. "Zawiera wysokiej jakości, standaryzowany ekstrakt z korzenia pelargonii afrykańskiej. Standaryzacja ekstraktu to gwarancja takiej samej zawartości substancji odpowiedzialnych za działanie w każdym opakowaniu Pelavo" Produkt idealny w szczególności w okresie jesienno-zimowym (każda mama rozumie dlaczego akurat ten okres przyprowadza nas o ból głowy). Kiedy dziecko ma problemy z drogami oddechowymi, nie warto zwlekać a wspomóc go w swobodnym oddychaniu i poprawić jego odporność. Właśnie takie zadanie ma Pelavo multi. Dodatkowo zawiera ekstrakty z Lipy. 

PELAVO OSKRZELA 3+ (Oskrzela, gardło i krtań)


Podobnie jak w poprzednim występuje standaryzacja produktu. Pelavo oskrzela ma działać kojąco na gardło i struny głosowe. Przyczynić ma się ku temu porost islandzki. Produkt ma również wzmocnić odporność dzięki witaminie C oraz zawartym w nim cynku. Nie zapomnijmy, że produkt również posiada ekstrakt z Pelargonii afrykańskiej. 

PELAVO 3+ ( Nos i zatoki)



Produkt to skuteczne wsparcie dla układu odpornościowego oraz dróg oddechowych. Dzięki ekstraktowi z korzenia pelargonii afrykańskiej w naturalny sposób wspiera zdrowie dróg oddechowych.  Posiada również ekstrakt z bromelainy.

Więcej informacji znajdziemy na: https://www.pelavo.pl - co ważne tak też znajdziecie informacje dotyczące akademii niechorowania :) 



My ambasadorzy i ambasadorki dostaliśmy również genialny poradnik dietetyczny! MASZ MOC W SOBIE! Pośród wielu przepisów jest jeden, który zdobył serce moich dzieci :) I tego 8 i tego 3 letniego. Okazał się nim: KOKTAJL :D Marchewkowo-malinowy. Tym przepisem postanowiłam się z wami podzielić tutaj :) Bajecznie prosty, gdyż blendujemy szklankę malin z sokiem z marchwi. Ja użyłam własnych malin z działki. Mimo iż nie jest na nie pora to zawsze w sezonie zbiorczym odpowiednio przygotowuje je i mrożę. Takie maliny towarzyszą nam przez czas do kolejnych zbiorów. Wydaje się niby śmieszne taki koktajl ale ma bardzo dobroczynne działanie. Owoce i liście malin pobudzają czynność gruczołów potowych a wiadomym jest, że pot powoduje obniżenie temp. Posiadają magnes, potas, wapń! Wzmacniają i uspokajają układ nerwowy więc umożliwiają spokojny odpoczynek. Wywar z samych liści malin ma właściwości hamujące infekcje bakteryjne ze względu na znajdujące się w nich garbniki. Marchew zawiera niewielka ilość węglowodanów a mnóstwo utleniaczy, związków mineralnych i witamin. Beta-karoten wspomaga widzenie. Taki prosty koktajl a tak dobroczynne działanie. Do tego smakuje super i szczerze polecam nie tylko naszym pociechom ale i ich rodzicom. 



Co osobiście mogę powiedzieć na temat Pelavo? Otóż moje dzieci miały okazje ( i mają) dostawać teraz Pelavo Przeziębienie i grypa (Drogi oddechowe). Miło zaskoczył nas smak syropu. Na początku byłam pewna, że młodszy wypluje, a starszy wypije bo co ma innego zrobić ale zadowolony nie będzie. Tymczasem ku mojemu ogromnemu zdziwieniu obaj powiedzieli, że jest smaczny. Dlaczego podkreślam tak bardzo ten fakt? Ponieważ wiele razy zdarzyło się, że kupowałam różnego rodzaju suplementy diety w syropach i jak kupiłam tak oddać do apteki musiałam (nie wyrzucamy o śmietników produktów medycznych- małe rodzinne zboczenie :) ) Nie są to tanie produkty więc serce bolało, że pieniądze idą na zmarnowanie! Najważniejsze chyba czego oczekujecie to odpowiedź na pytanie czy są skuteczne?! I tu mi się robi problem. Długo ich nie stosujemy i mamy kiepskie porównanie, bo skąd możemy wiedzieć, że akurat syrop pomógł a nie co innego?  Opisze jak to u nas wyglądało i ocenicie sami. 
- Młodszy syn 3 lata (chodzi do przedszkola). Temperatury jako takiej brak ok 37 stopni C. Za to od listopada cały czas katar! Już się po starszym przyzwyczailiśmy, że to jest nie do wyleczenia. Bo jak katar mu minął szedł do przedszkola i 3 dni potem powrót. My to nazywamy stan przedszkolny :) Więc jak ktoś się znajomy pyta jak Eryk i mówimy mu, ę ma stan przedszkolny już więcej mówić nie musimy :) Dostawał Pelavo przez 8 dni. Co zauważyliśmy? Oczywiście katar minął, ale o dziwo jak wrócił do przedszkola to katar nie powrócił. Jak na razie ku naszemu zaskoczeniu katarku brak. Czy to zbieg okoliczności? Nie wiemy ale wierzymy, że Pelavo pomógł. Tutaj też pytałam o skuteczność działania mam kolegów Eryka z przedszkola ( Dostały również Pelavo -Drogi oddechowe). Zdania były podzielone, ale jednogłośnie każda z nas widzi różnicę w ponownym przeziębieniu. Wygląda na to, że organizm wspomaga doskonale. Dzieci podczas przeziębienia były mniej marudne.
- Starszy syn 8 lat (szkoła podstawowa). Również dostawał ten sam syrop. Jego objawy były większe, gdyż miał gorączkę, kaszel i katar. Przy wizycie u lekarza była diagnoza przeziębienie i spokojnie miało przejść. Tymczasem po tygodniu i znacznym pogorszeniu dostał antybiotyk. Po skonsultowaniu z lekarzem produktu Pelavo usłyszeliśmy, że to bardzo dobry wybór. Usłyszeliśmy, że przy chorobie nie wyleczy dziecka ale znacznie szybciej postawi go na nogi. Nie będzie osowiałe i takie zmęczone. Co racja to racja! Ta choroba przeszła zupełnie inaczej niż poprzednie. Czy to dzięki Pelavo? Również wierzymy, że tak ale nikt nie jest w stanie dać 100% pewności :) 
Mogę wam powiedzieć, że Pelavo w okresach jesienno-zimowych będzie gościł w naszym domu. W walce o zdrowie dzieci lubimy naturalne produkty i oczywiście produkty, które pomagają i nie zostawiają pustej kieszeni ( kupując antybiotyk dowiedziałam się ceny w naszej stacjonarnej aptece 22 zł  za 120 ml, więc nie jest źle). 



Ps. Też używam Pelavo od 4 dni i co racja to racja, samopoczucie po nim jest inne. Więcej siły mam, gorączka nie jest tak dokuczająca. Pozdrawiam 

Producentem Pelavo jest USP Zdrowie: https://www.uspzdrowie.pl/pl

czwartek, 1 grudnia 2016

Blend-a-med 3D White Luxe Perfection oraz whitening accelerator

Zestaw Blend-a-med 3D White Luxe Perfection oraz whitening accelerator.




Blend-a-Med 3D White Luxe Perfection - pasta wybielająca.



Od niej zaczynamy cały etap wybielania zębów. Jej mikrogranulki za zadanie mają zredukować aż do 100% powierzchniowych przebarwień w 3 dni. Technologia Outlast utrzymuje się długo po szczotkowaniu uczucie świeżości. Formuła z dwutlenkiem krzemu usuwa przebarwienia, fluorek sodu wzmacnia zęby, aktywne polifosforany rozpuszczają przebarwienia i chronią zęby przed powstaniem nowych.



Co mówi nam producent?
" * Trzykrotnie lepiej zwalcza przebarwienia niż standardowa wersja Blend-A-Med 3D White Luxe.
  * Zapewnia długotrwałą warstwę ochronną przed nowymi przebarwieniami.
  * Działanie potwierdzone klinicznie: redukcja do 100% przebarwień powierzchniowych w zaledwie 3 dni.
 * Rozpuszczalne mikrogranulki delikatnie usuwają przebarwienia i pozostawiają uczucie dominującej świeżości." 

Blend-a-Med 3D White Luxe Whitening Accelerator - produkt przyśpieszający wybielanie.



Identycznie jak pasta wybielająca zapewnia długotrwałe uczucie świeżości oraz delikatnie oczyszczają zęby. Cząsteczki krzemu docierają w trudno dostępne miejsca dla szczoteczki i pozwalają na dokładniejsze wybielanie. Accelerator ma wspomagać pastę wybielającą, chronić przed powstawaniem nowych przebarwień oraz zapewnić ochronę szkliwa.



Co mówi nam producent?
" * Specjalistyczny produkt intensywnie wybielający, stosowany po szczotkowaniu z użyciem dowolnej pasty do zębów.
   * Przyśpiesza usuwanie przebarwień powierzchniowych nawet w miejscach niedostępnych dla szczoteczki.
   * Utrzymuje białe zęby na dłużej i chroni przed powstawaniem nowych przebarwień.
   * Zapewnia uczucie świeżości i odczuwalny efekt czyszczenia dzięki zawartym w zaawansowanej formule cząsteczkom polifosforanów (rozpuszczalne mikrogranulki).
   * Stosować po użyciu pasty do zębów." 

Produkty wzajemnie uzupełniają się. Whitening Accelerator używamy po paście wybielającej. Dwa produkty skuteczniejsze niż jeden. Tylko pytanie moje brzmi, czy nie będzie to szkodliwe dla zębów, gdy 4 razy dziennie potraktujemy je szczoteczką elektryczną i granulkami? Ponieważ sama też zapoznałam się z innymi opiniami postanowiłam zrobić jeszcze jeden test i coś sprawdzić. Test polegał na tym, że umyłam zęby zwykłą szczoteczką do zębów. Rożnica przy szczoteczkach ogromna. 



Podczas mycia zębów szczoteczką elektryczną nie czuć było mikrogranulek. Pasta nie pieniła się za mocno. Zęby były bardziej gładkie, lśniące i bielsze. Znowu przy myciu tradycyjną szczoteczką już tak fajnie nie było. Czułam chyba każdą mikrogranulkę. Tak jakby piasek mi szorował po zębach. Pasta również mocniej się pieniła. Uczucie tak szczerze jak dla mnie bardzo mało przyjemne. Efekt wyglądy zębów był identyczny jak w szczoteczce elektrycznej. Teraz też już wiem za co kocham moją szczoteczkę i wiem, że za nic jej nie wymienię. 

Ciekawi efektów działania pasty ? : 

   Przed użyciem :


Po 2 dniach używania :


Po 4 dniach:


Po 6 dniach: 


Po 8 dniach:


Mówcie co chcecie, ale moim zdaniem różnica jest ogromna! I to całkowicie wystarczy za jakikolwiek komentarz :D Polecam, nawet bardzo polecam :D