środa, 7 czerwca 2017

Joko - Cienie quattro Perfect your LOOK 402 Satin/Mat














Cienie od zawsze były moją miłością. Dzięki nim mogłam tworzyć na powiekach zaczarowany świat, który pozwalał mi zmieniać się w kogoś innego. Raz grzeczna, romantyczna a innym razem królowa uwodzenia. Cienie sprawiały, że tworzyłam postać, postać związaną z moim samopoczuciem. Już dawno temu przeszłam na profesjonale cienie, gdyż poszukiwanie produktów z dobrą pigmentacją pewnego razu mi się znudziło. Zupełnie dziwnym przypadkiem dowiedziałam się, że Joko ma produkty do testowania, więc zgłosiłam się. I takim sposobem zawitała do mnie paletka cieni quattro PERFECT your LOOK o numerze 402. Nie powiem, ucieszyłam się ogromnie aczkolwiek pytań w mojej głowie roiło się dużo. Jednak po kolei :) 
















Paletka charakteryzuje się małym zgrabnym opakowaniem, z wbudowanym lusterkiem i dołączonym dwustronnym aplikatorem. Wszystkie 4 kolory genialnie ze sobą współgrają przez co mamy szerokie pole manewru przy wykonywaniu makijażu. Każdy kolejny kolor jakby wchodził w ten poprzedni i ten następny. Dlaczego o tym mówię? Nie jestem fanką paletek (chyba, że tworzę je sama). Są kolory, które po prostu nie pasują mi, więc po co mają zajmować miejsce? Zazwyczaj sięgam po pojedyncze cienie. Jednak tu wybierając produkt, już ze zdjęcia na stronie www widziałam, że są zbliżone do siebie i wszystkimi mogę czarować :) Takim sposobem zdecydowałam się na paletkę! Tak ja i paletka to niebywałe. 



Ogromnie uwiodła mi pigmentacja, każdego odcienia. Każdy z nich mocny, wyrazisty. Na zdjęciach znajdziecie kolory na ręce i dodam, że są one nałożone raz. Nie nakładam wielu warstw by nie nasycać ich mocniej a przedstawić wam jak wyglądają w rzeczywistości. Wracając jednak do tego co pisałam wcześnie. Więc mamy plus za pigmentację. Kolejne co mnie uwiodło to coś co spotykam tylko w cieniach do profesjonalnego makijażu. Cienie nie obsypują się.  Wbrew pozorom jest to ważny aspekt, gdyż przyśpiesza nam wykonywanie całego makijażu. Kolejny plus? Blendowanie! Super łączą się kolory ze sobą i dzięki temu możemy płynnie przechodzić z jednego odcienia w drugi. Nasz makijaż dzięki temu staje się ciekawszy. Na sam koniec plusowania dodam, że nawet w upał cienie bez bazy trzymają się znakomicie. Kolor zostaje jaki był, więc gdy rano wychodzimy do pracy po południu wracamy z takim samym makijażem :D 



Jak to ja idealnie nigdy nie może być. Jednak sądzę, że to bardziej moje przyzwyczajenie. Kompletnie nie polubiłam się z dwustronnym aplikatorem. Nie podobała mi się warstwa i sposób używania. Mam długie pazury przez co małe patyczki zawsze doprowadzają mnie do obłędu. Przy makijażu używałam pędzli do cieni. Sądzę, że są wygodniejsze no i końcowy efekt jest dużo lepszy. 



W zdjęciach przedstawię wam makijaż jako sam makijaż bez podkładów, rozświetleń, wytuszowanych rzęs. Dlaczego? Bo zależy mi aby przedstawić cienie a nie siebie. Cienie są tu najważniejsze, gdyż z własnego doświadczenia wiem, że wybierając nieodpowiednie cienie możemy zrazić się do malowania i do czerpania radości z tej czynności. Może nie jestem mistrzynią makijażu, ale chyba nie wyszło tak źle :P 



Tu jeżeli jesteście zainteresowane jest link dokładnie do tej paletki. http://joko.pl/cienie-quattro-perfect-your-look-402-satin-mat . 

wtorek, 6 czerwca 2017

Scrub do ciała z kolagenem - COLWAY


Tym razem na tapetę wrzucę firmę Colway i ich scrub do ciała z kolagenem. Na początku powiem, że to mój pierwszy produkt z tej firmy i jestem niezmiernie miło zaskoczona działaniem. Jest to biokosmetyk oparty tylko na naturalnych składnikach oraz na składnikach aktywnych użytych w bardzo wysokich stężeniach. Luksusowy preparat z aktywnym biologicznie kolagenem oraz kryształkami cukru zatopionymi w szlachetnym oleju arganowym.  Przejdźmy jednak do konkretów. 



W skład produktu wchodzi : Kolagen, wyciąg z alg brązowych, wyciąg z aloesu, wyciąg z bluszczu, wyciąg z guarany, komórki macierzyste pomarańczy gorzkiej, rozmaryn, olej arganowy, olej ze słonecznika, olej z nasion makadamii, masło Shea, alantoina, witamina E, mielone ziarna żurawiny. Genialny skład jak widać, więc za to ogromny plus!



Jakie zadanie ma scrub? Ma pobudzić krążenie, wygładzić, odżywić i nawilżyć. Do tego zwiększyć aktywność komórek skóry i przenikanie substancji aktywnych zawartych w preparatach do pielęgnacji. Oczywiście ma oczyścić skórę poprzez usunięcie obumarłych komórek naskórka. A dla kogo przeznaczony jest produkt? Dla nastolatek i dorosłych, czyli bez ograniczeń, a jeżeli macie nadmiernie zgrubiały naskórek to z pewnością ten scrub zawładnie wasze serca :)



Moje zdanie? Tu się dopiero zacznie tragedia! Żartowałam moje drogie. Minusów szczerze nie zauważyłam. Jak wiecie z poprzednich postów lubię scruby i peelingi, gdyż moje nogi pragną być dopieszczane. Scrub świetnie poradził sobie z moją skórą. Co więcej, jest to peeling cukrowy i uwielbiam go stosować po goleniu nóg i nie ważne czy po depilatorze czy maszynce, gdyż przez to, że jest cukrowy nie podrażnia golonych miejsc. Za to w niebywały sposób nawilża moją skórę, która staje się przyjemna w dotyku jak nigdy wcześniej. Nie potrzebuję nawet balsamu, gdyż jest miękka i idealnie wypielęgnowana. O kurczę a jednak tak patrząc na produkt przypomniałam sobie mały minus :) To jest opakowanie, które ciągle płata mi figle. Pojemnik jest miękki co po użyciu sprawia trudności z zamknięciem produktu (przynajmniej mi). Brakuje mi w zestawie małej łyżeczki, którą można dobierać produkt nie martwiąc się o natłuszczenie pojemnika i późniejszego przechowywania go. I tyle. Wracając do plusów i podsumowując. Genialny scrub, z naturalnych składników dopieści naszą skórę i sprawi, że zostanie w wysokim stopniu nawilżona. Jeżeli chcecie podarować sobie niewielkim kosztem ogromny luksus to wchodźcie na stronę www.colway-kolagen.com. Polecam 






poniedziałek, 5 czerwca 2017

Dermena REGEN7 - nawilżający krem ochronny na dzień i redukujący zaczerwienia na noc.


Przybliżę wam dziś dwa ciekawe kremy, które wpadły w moje ręce. Są to produkty od Dermena : Molecule Regen7 Capiline krem redukujący zaczerwienienia na noc oraz nawilżający krem ochronny na dzień. Powiem coś o nich z osoba a potem dojdziemy do ich skuteczności razem.



Dermena Molecule Regen7 Capiline - nawilżający krem ochronny na dzień. Za zadanie ma zmniejszyć zaczerwienienia, działać ochronnie na kruche naczynka krwionośne oraz wyraźnie nawilżyć i wygładzić skórę. Przeznaczony jest do skóry naczynkowej oraz skłonnej do rumienia. Jest to jedyny produkt na rynku, który posiada wspomnianą wcześniej molekułę Regen7.



Według badań dermatologicznych po 4 tygodniach stosowania krem u 80% badanych wyraźnie nawilżył skórę i zredukował zaczerwienienia skóry. Natomiast u 76% wygładził naskórek i nadał skórze miękkości. To jest procent badanych osób potwierdzających działanie preparatu. Tu również dodam składniki aktywne w produkcie : Molekuła Regen7, Ekstrakt z alg czerwonych Corallina Officinalis, Kwercytyna, Ekstrakt z owoców Aceroli, Gliceryna, Emolienty.




Zastosowanie: Niewielką ilość kremu nakładamy rano na starannie oczyszczoną skórę (najlepiej oczyszczoną produktem z tej serii). Oczywiście nakładamy na twarz i szyję. Delikatnie wmasowujemy, wklepujemy aż do całkowitego wchłonięcia preparatu. Dodajmy, że krem stanowi świetną bazę pod makijaż.



Dermena Molecule Regen7 Capiline - krem redukujący zaczerwienia na noc. Za zadanie ma wyrównać koloryt skóry, wygładzić i uelastycznić naskórek, nawilżyć skórę i ograniczyć TEWL. TEWL to ograniczenie transepidermalnnej utraty wody z naskórka nie zaburzając funkcji oddechowych skóry. Przeznaczony jest do skóry naczynkowej oraz skłonnej do rumienia. Oczywiście jest uzupełnieniem kremu na dzień i również zawiera molekułę Regen7.



Według badań dermatologicznych po 4 tygodniach stosowania kremu 84% badanych zauważyło wygładzenie naskórka, 80% potwierdziło redukcję zaczerwienia skóry i odpowiedniego natłuszczenia skóry a 76% zauważyło poprawę nawilżenia skóry. Jakie posiada składniki aktywne? Molekuła Regen7, Ekstrakt z alg czerwonych Corallina Officinalis, Ekstrakt z alg zielonych Chlorella Vulgaris, Kwercetyna, Ekstrakt z owoców Aceroli, Olej makadamia, Masło Shea, Alantoina, Gliceryna, Emolienty.



Zastosowanie: Niewielką ilość kremu nanosi codziennie oczywiście wieczorem na starannie oczyszczoną skórę ( preparatem z tej serii). Nakładać na twarz oraz szyję. Delikatnie wmasować, klepać aż do całkowitego wchłonięcia preparatu. Stosować z pozostałymi produktami z linii Dermena capiline.



To na tyle podstawowych informacji :D Co ja mogę opowiedzieć o produkcie z własnego doświadczenia. Oba kremy mają delikatną konsystencję. Wchłaniają się szybko i co dla mnie istotne nie pozostawiają tłustego filtru na skórze. Produkt nie bryli się i super współgra z podkładem nie zmieniając jego koloru i utrzymując w świetnej formie przez cały dzień. Ciepły i dla mnie uspokajający zapach pozwala cieszyć się moim zmysłom węchu. Moja twarz rzeczywiście stała się gładsza i widocznie nawilżona. Naczynka? Nie miałam ich wiele, ale te co mnie stresowały najbardziej przygasły. Polecić produkt, mogę w szczególności tym kobietą co mają naprawdę spore problemy skórne. Kremy działają mocno więc będziecie miło zaskoczone. Ja tymczasem przekazuje je mamie, a sama zabieram się za kolejne testowanie :)


środa, 31 maja 2017

Biotebal rzęsy XXL.


Dzięki Wizaż.pl miałam okazję przetestować Serum Pobudzające wzrost rzęs. Biotebal rzęsy XXL. Przeczytać możemy, że to specjalistyczne serum już po 3 tygodniach stosowania zapewnia efekt pięknych, zdrowych i długich rzęs. W serum zastosowano specjalną formułę Inno-BiBiotin. Produkt zawiera bimatoporost czyli najskuteczniejszy składnik pobudzający wzrost rzęs, hamujący ich wypadanie. Biotyna - witamina H działa korzystnie na stan włosów i ich wzrost. Pantenol - prowitamina B5 odgrywa ważną rolę w pielęgnacji włosów nadając im połysk oraz miękkość. Pogrubia włókno włosa, wygładza i chroni przed uszkodzeniami. Polisacharydy zatrzymują wodę więc uzyskujemy efekt natychmiastowego oraz długoterminowego nawilżenia. Zmniejszają się nierówności powierzchni brwi i rzęs. Ekstrakt ze świetlika lekarskiego dobroczynnie działa na okolice oczu. Koi, nawilża, zapobiega podrażnieniom oraz zmniejsza oznaki zmęczenia. Peptydy wywołują efekt gęstszych i mocniejszych rzęs. Tu zawarty jest specjalnie wyselekcjonowany peptyd - Biotinoy Tripeptide -1 wzmacniający włókna włosa. Ekstrakt z pestek dyni, który wzmacnia rzęsy zapobiegając ich wypadaniu. Dodajmy jeszcze, że serum jest przebadane dermatologicznie i okulistycznie. Dobrze jest tolerowany przez skórę i spełnia wymagania testu kompatybilności ze skórą atopową, szczególne wrażliwą oraz łatwo ulegającą podrażnieniom. Bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe. Biotebal rzęsy XXl nie powinien być stosowany przez kobiety w ciąży, karmiące piersią, w trakcie chemioterapii oraz w wieku poniżej 18 lat.


O czym możemy dowiedzieć  się z ulotki ? Skuteczność potwierdzona badaniami (badania aplikacyjne na grupie 25 kobiet oraz aparaturowe na grupie 10 kobiet przez okres 12 tygodni)
- wydłużenie rzęs u 76% badanych
- zagęszczenie rzęs  u 68 % badanych
- pogrubienie rzęs u 56% badanych
- wzmocnienie rzęs u 68% badanych
- stymulacja odrastania rzęs u 68% badanych
- komfort precyzyjnej aplikacji u 88% badanych
- satysfakcja z wydajności produktu u 92% badanych
Sposób użycia: Na czystą i suchą skórę aplikujemy niewielką ilość preparatu. Robimy to jednym pociągnięciem aplikatora i nie powtarzamy. Możemy stosować również na brwi. Nakładamy raz dziennie na noc - codziennie przez 3 do 8 tygodni a później 2, 4 razy w tygodniu dla podtrzymania efektu. 



Coś o bezpieczeństwie. Wcześniej wymieniałam bimatoprost. Może on powodować zaczerwienienie oczu, swędzenie, uczucie dyskomfortu lub suchości. Należy wtedy przerwać stosowanie na okres 5-7 dni. Jeżeli oczywiście objawy nie ustąpią to należy wybrać się do lekarza. Przy dłuższym stosowaniu w miejscu aplikacji może dojść do ściemnienia skóry powiek. W większości przypadków efekt ustępuje po zaprzestaniu stosowania. 

Na wstępie przyznam się, że dość sceptycznie podeszłam do kolejnej odżywki do rzęs. Nie jest to pierwszy produkt tego typu jaki używałam i sądziłam, że efekt będzie znikomy (jak zawsze). Przynajmniej nie będzie taki jak ja oczekiwałam. Tu zaskoczenie było duże, gdyż już po paru zastosowaniach widziałam różnicę. Nie tylko rzęsy zaczęły mi rosnąć, ale stały się sztywniejsze. Dodam, że zaczęły mniej wypadać co widać było na płatku do zmywania makijażu. Efekt jaki uzyskałam po miesiącu stosowania to : długie, grubsze rzęsy i ciemniejsze. Cieszę się ogromnie, choć ukrywać nie będę, że stresuje mnie jak je pomaluje. Dziewczyny pytają się gdzie robiłam rzęsy, gdyż mam bardzo naturalny efekt. Tłumaczenie, że to naturalne i dzięki Biotebal stało się już częścią spotkań ze znajomymi. By nie było tak kolorowo z przykrością muszę stwierdzić, że gdy używałam serum codziennie zaczęły mnie boleć oczy. Zmieniłam więc podejście i używałam produktu co drugi dzień. Efekt znakomity a skutek uboczny u mnie zniknął. Czym więc wyróżnić się może Biotebal rzęsy XXL od innych produktów? Jak dla mnie skutecznością i tym, że efekt mam w końcu taki jaki sobie wymarzyłam. Na koniec powiem wam szczerze, że mając do wyboru sztuczne rzęsy a Biotebal to wybieram Biotebal :) Pozdrawiam 

środa, 12 kwietnia 2017

Loreal - Magic Retouch - potocznie spray na odrosty :>

Kolejny produkt, który wzięłam na tapetę to nowość od L'oreal Paris. Jest to Magic Retouch czyli potocznie zwany spray na odrosty. Kolor to ciemny brąz i tak jak myślałam będzie wpadał w czarny! I całe szczęście tak było gdyż włosy czarne miałam... miałam gdyż zaczęłam kombinować z kolorem - znowu. nie ma to jak doprowadzić włosy do stanu idealnego i postanowić je zacząć psuć :> 


Wróćmy jednak do omawianego produktu. Używa się go bardzo łatwo w teorii gdyż w praktyce już tak łatwo nie jest. Ma on cienką końcówkę, dzięki której produkt powinien rozprowadzać się równomiernie i dokładnie w miejscu w jakim tego potrzebujemy.


Efektem jest jednak to, że duża ilość produktu kumuluje się w jednym miejscu i bardzo mocno barwi nam skórę. Próbując odczyścić skórę zmywamy produkt z włosów. I tak w kółko. Największą walkę stoczyłam jednak z odrostami od strony czoła! Wyglądało to tak jakby ktoś mi pisakiem przejechał po głowie i oddzielił równe pasmo. Szczerze zawiodłam się gdyż od dawna szukałam czegoś tego typu. Do tej pory jako zamaskowanie odrostów stosowałam suchy szampon do ciemnych włosów i nie licząc tego, że przesuszał mi włosy i robił siano to pod względem koloru dawał rade znakomicie. 



Tutaj natomiast włosy były w stanie idealnym, nie wysuszały się nie przetłuszczały. Kolor nie brudził materiału jak wysechł (sprawdzałam) i utrzymywał się do kolejnego mycia. No pomysł genialny ile można na farbie zaoszczędzić :D A tak na poważnie to gdzieś moim zdaniem został popełniony błąd. Domyślam się gdzie! Moim zdaniem ta końcówka psuje całe produkt. Gdyby była normalna jak w suchych szamponach czy lakierach do włosów produkt nakładało by się szybciej, łatwiej i przede wszystkim na większych częściach co nie brudziło by tak skóry. Niestety w takiej formie produkt nie jest dla mnie, jeżeli ktoś pomyśli i zmieni formę nakładania to z chęcią sięgnę po niego ponownie, gdyż ma wszystkie pożądane przeze mnie cechy.

Ps. Jak ja nie lubią moich białych odrostów :( Wyglądają jak łyse paski... czemu urodziłam się blond o_O . L'oreal proszę zmieńcie końcówkę :*

   


NIVEA anti-perspirant invisible - black & white.

Szybki post o szybkim anti - perspirancie. Tego typu produkty odstawiłam już dawno. Dlaczego? Były dla mnie nieskuteczne, zostawiały osad na ubraniu i denerwował mnie ich zapach. Po co się męczyć jak można odszukać coś bardziej skutecznego. Ponieważ nadarzyła się okazja by przetestować to cacko i zmienić ewentualnie zdanie więc postanowiłam zaryzykować. 


Producent zapewnia ochronę do 48h oraz, że nie zostawia białych śladów na czarnych ubraniach a białe nie żółkną. Już od dawna kłębiły mi się myśli czy rzeczywiście tak jest. Jednak brutalna prawda została odkryta. Dodam, że jest to moje odczucie i moja reakcja na skórze. Produktu użyłam dosłownie cztery razy a potem poszedł w prezencie dla koleżanki. Zacznę jednak od początku :) 



Anti-perspirant ma bardzo dużą zaletę jeżeli chodzi o przewóz i przechowywanie. Ma genialne przekręcane zamknięcie, które zabezpiecza produkt przed przypadkowym uruchomieniem. Jak dla mnie rewelacja, gdyż moje życiowe fatum bycia ofiarą zawsze sprawia, że coś mi się w bagażu rozpryska, wyleje czy pęknie. I tak odnalazłam jedną z dwóch zalet. Kolejną jest zapach. Wyjątkowo świeży i delikatny. Utrzymuje się długo i bardzo przyjemnie towarzyszy nam w ciągu dnia. A teraz ka-boom przejdźmy do wad!


Przy pierwszy zastosowaniu gdy temperatura była gorąca a moje ciało pociło się jak każde inne okazało się, że produkt zważył mi się na skórze. Poważnie :( Po dokładnym jego usunięciu, przemyciu i zaaplikowaniu jeszcze raz na wszelki wypadek z większej odległości historia się powtórzyła. Kiedy było chłodniej a moje ciało nie było rozpalone tej wady już nie zauważyłam. Jednak produkt końcem końców i tak zostawił biały osad na czarnych ubraniach,  nie ryzykowałam czy zostawi żółty na białych. Za dużo ubrań jasnych straciłam przez antyperspiranty. Do tego nie ochronił mnie przed poceniem 48h. Ba nawet nie ochronił 24h! Dał radę przez około 4. 


Podsumowując, gdyż obiecałam szybki post. Ten produkt Nivea nie jest dla mnie. Bardziej posłuży dziewczyną taki jak moja koleżanka czyli takim co pocą się mało lub jeszcze mniej a szukają odświeżenia i większego uczucia komfortu. Koleżanka zachwycona - ja nie. Pamiętajcie o jednym, że produkty wybieramy pod siebie i swoje potrzebny a nie dlatego, że ktoś napisał iż są dobre :> Testujmy, sprawdzajmy, poszukujmy swoich ideałów a postami jedynie wesprzyjmy się jak szukamy w produktach jakiejś konkretnej cechy :) Buziołki :> 





poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Mój pierwszy raz z Zalando. #WIOSNAzZALANDO #ZALANDOSTYLE


Paczka ambasadorska.


Ukrywać nie będę, że tak naprawdę to był mój pierwszy raz z Zalando. Nigdy nie ciągnęło mnie tam na zakupy. Kiedy dostałam się do kampanii TRND - Zalando, byłam szczęśliwa. W końcu kto by się nie ucieszył z darmowych zakupów. Do wykorzystania miałam bon na 100zł i pięć bonów -20% dla znajomych. Rabaty rozeszły się jak ciepłe bułki, a ja stanęłam przed wyborem co zamówić. 



Na początku stówka wydawała się fajna, ale czym bardziej przeglądałam strony tym bardziej dochodziłam do wniosku, że w tym sklepie to ja nie poszaleję. Nie jestem i nigdy nie będę zwolenniczką drogich ubrań w szczególności, że wymieniam je wciąż. Szybko się nudzę i wciąż poszukuję czegoś nowego. Napomknę jeszcze, że jestem uzależniona od przerabiania ubrań. Każde z nich musi mieć jakąś cechę mnie. 



Kiedy tak już przeszukałam strony, wyznaczyłam sobie kwotę, kolor, styl to wyszedł kolejny problem i w sumie taki jeden z najbardziej drażniących. Rozmiary. Napisałam w tej sprawie do Zalando i uzyskałam odpowiedź, że ze względu, że mają magazyny za granicą to nie są w stanie podać dokładnych wymiarów, a rozmiary są orientacyjne. Tą sytuację ratował jednak fakt, że zwroty są do 100 dni. Po długim, naprawdę długim przeglądaniu serce moje poruszyły buty, których szalenie bałam się zamówić. Na pierwszy rzut oka moja miłość, ale jak przyjdą i nie dopasuje rozmiaru to serce mi pęknie. I tak 3 dni z rzędu uruchamiałam Zalando, zastanawiałam się i wyłączałam. Postanowiłam, że poszukam na zagranicznych stronach rozmiarów i całe szczęście moim oczą ukazała się dokładna tabela z rozmiarami. Wzięłam więc kartkę papieru, obrysowałam stopę i wyliczyłam dokładnie rozmiar. Zamówiłam obuwie i z niecierpliwością czekałam na dalsze informacje. Dodam, że mój kupon był bajecznie prosty w obsłudze, a i cała strona Zalando jest banalnie prosta przy wyszukiwaniu produktów i składaniu zamówień. I tak trzy dni potem zadzwonił do mych drzwi kurier z Fed Ex :). 

Formularz do zwrotu.


Rozpakowałam paczkę a tam moje buty, równie piękne jak na zdjęciach. Chwila namysłu.... no dobra nawet nie myślałam sekundy a biegiem zabrałam się do mierzenia. Ta chwila była dla mnie bardzo ekscytującym przeżyciem, gdyż rozmiar okazał się idealny! Poważnie co do milimetra odmierzone :D Kiedy już machałam nóżkami w nowych butach, wiedziałam, że zwracać ich nie będę. Z czystej ciekawości obejrzałam jak wygląda system zwrotów ( równie banalnie prosty) gdyż przyznam, że czasem na Zalando zaglądać będę, a w szczególności gdy będę chciała podarować komuś coś wyjątkowego. 




Pokażę wam również jakie ubranka zamawiały znajome dzięki bonom zniżkowym. Czekam jeszcze na zdjęcie od kolegi, który bardzo długo rozmyśla co zamówić, gdyż podoba mu się wiele. A podobno to kobiety są niezdecydowane :D 






Ps. Jak niewielka rzecz, może sprawić wiele radości.